Norwegia 2024 (cz. 2)

Pierwszy etap naszej podróży został zakończony, czyli dotarliśmy na Nordkapp. Teraz kierujemy się wzdłuż wybrzeża Norwegii na południowy zachód.

Wtorek (25.06) – 439 km

Senny dzień

Wczoraj, a w zasadzie dzisiaj nad ranem, gdy w końcu położyłem się do łóżka, trzęsło mnie z zimna. To był ewidentny efekt przemęczenia, bo w hytce odpaliliśmy grzejnik i było naprawdę ciepło. Po pięciu godzinach snu obudziły mnie dźwięki pakujących się sąsiadów. O ile wcześniej było mi zimno, to teraz czułem się jak w saunie – zapomnieliśmy zmniejszyć ogrzewanie, przez co przez całą noc grzejnik działał na pełnej mocy.

Niebo nadal zaciągnięte chmurami. Przed wyjazdem zaczyna się rozpogadzać, ale podobnie jak wczoraj, w okolicach południa ma zacząć padać. Na razie cieszymy się ładną pogodą.

Plan na dzisiejszy dzień zakłada jedynie przejazd na kolejny kemping. Kilometrów do celu jakoś wcale nie chce ubywać. Przemęczenie po poprzednim dniu, mała ilość snu i deszczowa pogoda sprawiają, że walczyę ze sobą, aby nie zasnąć za kierownicą. Agacie udało się kilka razy na chwilę przysnąć, co było mało bezpieczne dla pasażera skutiego.

Gdzieś po drodze albo nie skręciłem tam, gdzie kazała nawigacja, albo sama sobie wymyśliła alternatywną trasę, a ja nie zauważyłem zmiany. W efekcie dotarliśmy do promu, którego w dzisiejszym planie miało nie być. Skończyło się na nawrotce i nadłożeniu około 1,5 godziny jazdy 🙁

Deszcz z przerwami towarzyszy nam do końca dnia. Na miejscu mieliśmy być wcześniej, żeby odpocząć, ale finalnie do Sekkemo Camping docieramy dopiero około 20-tej. Kemping jest godny polecenia. Oferuje dobre zaplecze sanitarne i dużą hyttę. To tak na „otarcie łez” po trudnym dniu 😉

Po obiadokolacji przejrzałem plan na jutro, spisałem notatki z dzisiejszego dnia, a czas niepostrzeżenie zbliżył się do północy. Za oknem nadal jest widno, choć chmury i deszcz sprawiają, że wszystko wygląda szaro-buro.

Środa (26.06) – 312 km

Tromsø

W końcu poprawa pogody. Chmury wciąż wiszą na niebie, ale na szczęście nie są już czarne i deszczowe. Spomiędzy nich wygląda słońce ale powietrze jest wyjątkowo rześkie. Gdy ruszamy, skuti pokazuje jedynie 14 stopni.

Dziś w planie Tromsø do którego mamy około 4 godzin jazdy. Droga prowadzi wzdłuż fiordu, więc możemy napawać się pięknymi widokami. Gdy świeci słońce, jest całkiem przyjemnie, ale gdy tylko chowa się za chmury, temperatura spada do 12 stopni, a wtedy robi się przejmująco zimno. Do tego ponownie dokucza nam mocny wiatr.

Wczesnym popołudniem docieramy do Tromsø. Wczoraj zarezerwowałem tu apartament. Po drodze właściciel dopytywał, o której planujemy przyjazd, więc podałem czas z nawigacji – i rzeczywiście, mniej więcej o tej godzinie dojechaliśmy. Problem w tym, że choć nawigacja doprowadziła nas pod wskazany adres, nie bardzo wiem, gdzie dalej się udać. Dzwonię do właściciela – brak odpowiedzi. Piszę wiadomość – cisza. Pozostaje nam czekać. Po 20 minutach podjeżdża samochód, a jego kierowca pyta, czy czekamy na Gunnara. Okazuje się, że to jego rodzice. Chwilę wcześniej Gunnar przejechał obok nas na rowerze i najwyraźniej zupełnie się nami nie przejął, mimo że wyraźnie było widać, że czekamy 🙁

Nie był to najlepszy początek w Tromsø, ale przecież nie dla noclegu tu przyjechaliśmy. Ruszamy zwiedzać miasto.

Tutaj pojawia się kolejny problem – wszędzie tylko płatne miejsca parkingowe i nie bardzo wiemy co zrobić ze skutim. Przy parkometrze brak jakiejkolwiek informacji, czy opłata dotyczy także nas. Krążymy w okolicach portu, gdzie znajduje się najstarsza część miasta, aż w końcu trafiamy na parking dla motocykli. Później dowiedziałem się od innego motocyklisty, że na takich miejscach można parkować za darmo, ale jeśli chciałbym zaparkować gdzie indziej, musiałbym zapłacić jak za samochód.

W necie Tromsø często określane jest mianem „Bramy do Arktyki”. Miasto leży 350 km na północ od koła podbiegunowego, nad morzem, a jednocześnie otoczone jest wysokimi górami. Spora jego część (w tym nasza miejscówka) znajduje się na wyspie, połączonej ze stałym lądem wysokim mostem.

Na początek idziemy zobaczyć jedyną norweską katedrę wybudowaną z drewna. Po drodze trafiamy na inny drewniany kościół – rzymskokatolicką Prokatedrę Naszej Pani w Tromsø z 1861 roku.

Katedra to protestancki kościół, który został ukończony w 1861 roku i jest jednym z największych drewnianych kościołów w Norwegii. Niestety możemy go podziwiać jedynie z zewnątrz – jest już zbyt późno, by wejść do środka.

Kierujemy się dalej główną ulicą miasta – Storgata. Aktualnie trwa jej remont, ale już widać, że po zakończeniu prac będzie prezentować się świetnie. W tej części Tromsø znajdują się najstarsze drewniane domy, głównie z XIX wieku. Muszę jednak przyznać, że czuję się rozczarowany. Może to kwestia oczekiwań – z opisów wyobrażałem sobie coś na wzór Bergen, a tymczasem drewniane domy są tu raczej pojedynczymi reliktami przeszłości, wciśniętymi pomiędzy nowoczesne budynki, które zupełnie nie pasują do historycznego klimatu. Takie jakieś to wszystko …

Temperatura oscyluje wokół 12 stopni, a wiatr jest przenikliwie zimny. Mam na sobie polar i cienką kurtkę, a mimo to jest mi chłodno. Tym bardziej szokują mnie ludzie spacerujący w krótkich rękawkach i letnich sukienkach.

Szukamy miejsca na obiad. Do polecanych restauracji nie mamy szans się dostać bez wcześniejszej rezerwacji, więc decydujemy się na coś mniej lokalnego… pizzę. To chyba najdroższa pizza, jaką w życiu jadłem – około 100 zł za sztukę 🙁

Spacerując po porcie, dostrzegamy po drugiej stronie wody jeden z najbardziej charakterystycznych punktów miasta – Arktyczną Katedrę. Jej architektura inspirowana jest krajobrazem północnej Norwegii. Most, którym wcześniej jechaliśmy, jest teraz zamknięty z powodu „nocnych” prac remontowych, więc musimy nadłożyć sporo drogi i przejechać tunelem, aby wydostać się z wyspy na ląd, gdzie znajduje się katedra. Podobno warto odwiedzić ją podczas jednego z letnich koncertów, które się tu odbywają. Obecnie budynek jest zamknięty, więc znów pozostaje nam oglądanie jedynie z zewnątrz. Nie chcę wyjść na malkontenta, ale ponownie – nie zrobiło to na mnie większego wrażenia…

Ostatni punkt programu to ogród botaniczny. Jestem już zmęczony, zmarznięty i negatywnie nastawiony, bo jak na razie Tromsø zupełnie mnie nie urzekło.

Tymczasem ogród okazuje się pozytywnym zaskoczeniem. Choć niewielki, jest pięknie zaaranżowany i zdecydowanie wart zobaczenia.

Na kwaterę znów dojeżdżamy około 23-ciej. Zupełnie nie potrafię kontrolować czasu przez to, iż ciągle jest widno.

Czwartek (27.06) – 142 km

Pierwsza Trasa Turystyczna – Senja

Dzisiejszy dzień zapowiada się całkiem ładnie. Słońce przebija się przez chmury, a im dalej jedziemy, tym więcej błękitu pojawia się na niebie. To sprawia, że podróż staje się przyjemniejsza.

Na początek mamy krótki odcinek do promu na wyspę Senja. Po dojechaniu na miejsce ustawiamy się w kolejce za samochodami nie wiedząc czy przejazd motocykla na początek nie będzie naruszeniem jakichś lokalnych zasad. Postanawiamy sprawdzić, co dzieje się na początku kolejki. Okazuje się, że motocykle mają jakby oddzielną kolejkę. Na promie ustawiane są po bokach, tam gdzie nie parkują samochody.

Niestety, wyświetlacz informuje nas, że prom odpłynął jakieś 20 minut temu, a kolejny będzie dopiero za cztery godziny!!! Wcześniej, podróżując po Norwegii, nigdy nie sprawdzaliśmy rozkładów promów – zawsze któryś przypływał po krótkim oczekiwaniu. Dziś dostaliśmy nauczkę – następnym razem koniecznie trzeba to sprawdzać. Wystarczyło tylko trochę wcześniej wstać…

W końcu udaje nam się dostać na prom i płyniemy do Botnhamn. Niestety, nie wszyscy mają tyle szczęścia – sporo kamperów musi poczekać na kolejny kurs.

Dziś w planie mamy jeszcze jeden prom na końcu Senji. Tym razem sprawdzam rozkład i okazuje się, że mamy trochę ponad trzy godziny na zwiedzenie wyspy.

Senja to druga pod względem wielkości wyspa u wybrzeży kontynentalnej Norwegii. Jej linia brzegowa jest niezwykle urozmaicona – przecina ją aż 12 fiordów.

Przez wyspę przebiega Narodowa Trasa Turystyczna – Senja Scenic Route, licząca 102 km. Mamy wystarczająco dużo czasu, by spokojnie ją przejechać i zatrzymać się w kilku punktach widokowych.

Pierwszy z nich to Tungeneset, leżący na cyplu oddzielającym Steinsfjord i Ersfjord. Drewniana kładka z modrzewia syberyjskiego prowadzi przez skały, zapewniając widok na Morze Północne na zachodzie i ostre szczyty góry Oksen na północy.

Drugi punkt widokowy znajduje się zdecydowanie wyżej – to 44-metrowa platforma Bergsbotn, skąd można podziwiać pasmo górskie Bergsbotten, Bergsfjord oraz małą wioskę Bergsbotn położoną w dole.

Senja to nie tylko trasa widokowa. Według opisów znajduje się tu wiele szlaków trekkingowych. Niestety ogranicza nas przyjęty plan podróży i nie możemy zobaczyć wszystkiego. Gdyby urlop trwał trzy miesiące zamiast trzech tygodni, pewnie udałoby się zajrzeć w więcej miejsc 😉

Prom o 19-tej jest ostatnim tego dnia, więc na wszelki wypadek stawiamy się pół godziny wcześniej. Kolejka kamperów i samochodów jest ogromna. Z wcześniejszych obserwacji wiemy jednak, że jako motocykliści możemy ominąć tę kolejkę i ustawić się na początku – to nasz mały przywilej 🙂 Na promie motocykle znów ładowane są po bokach. Sprawnie zajmujemy wskazane miejsce i odpływamy.

Nie wszyscy mają tyle szczęścia co my. Prom szybko się zapełnia i na ostatnie miejsca obsługa wybiera osobówki. Sporo kamperów zostaje na parkingu – przynajmniej mają gdzie spędzić noc, czekając na pierwszy poranny kurs.

Po dopłynięciu do Andenes mamy jeszcze 10 km do Midnattsol Camping Bleik. Na miejscu okazuje się, że wszystkie hytty są zajęte. Został jedynie apartament za… 2.500 koron – „odrobinkę” za drogo 😉

Nie pozostaje nam nic innego, jak rozbić namiot, mimo że temperatura wynosi zaledwie 12 stopni. Za to miejscówka jest genialna – prawie na plaży. Niebo prawie bezchmurne, słońce nadal świeci, ale wiatr zaczyna się wzmagać, więc odczuwalna temperatura jest zapewne dużo niższa.

Prognoza na jutro zapowiada aż 24 stopnie (!!!). Już w „nocy” ma się robić cieplej, a nad ranem temperatura ma wynosić 16 stopni… zobaczymy.

Na kempingu ciekawostka – recepcja czynna do 19:00, a po tej godzinie zameldowanie odbywa się samodzielnie, przez automat 😉

Piątek (28.06) – 307 km

Andøya Scenic Route i początek Lofotów

Poranek wita nas ładną pogodą. Na niebie jest trochę chmur, ale tylko chwilami przysłaniają słońce. Wiatr umiarkowany, więc prognoza na dziś najwyraźniej się sprawdza. Aktualna temperatura to zaledwie 11 stopni, ale słońce przyjemnie grzeje.

Ruszamy na kolejną trasę widokową – Andøya Scenic Route. Niestety, jakość nawierzchni pozostawia wiele do życzenia, co nieco utrudnia podziwianie krajobrazów.

Dość specyficzną atrakcją turystyczną jest punkt widokowy Bukkekjerka, położony na cyplu Børhella. To nowoczesna konstrukcja wykonana z surowego betonu, stali nierdzewnej i szkła, ukończona latem 2018 roku. Z jednej strony ingeruje w krajobraz, ale dzięki swojej surowej formie dobrze się w niego wpisuje. Ciekawostką jest toaleta z przeszkloną ścianą od strony morza – można podziwiać widok, czyniąc szybę przezroczystą lub dla większej intymności zmieniając ją na matową za pomocą przełącznika.

Podczas postoju spotykamy starszą panią podróżującą rowerem przypominającym starego „składaka”, ciągnąc za nim coś co wygląda jak „wózek na zakupy” … WIELKI SZACUN !!!

Trasa widokowa przez Andøyę liczy zaledwie 58 km, więc szybko się kończy.

W drodze na Lofoty natrafiamy na wzgórze całe porośnięte łubinami. W Norwegii można je spotkać dość często, ale jeszcze nigdy nie widzieliśmy ich w takiej ilości w jednym miejscu. Nie sposób się nie zatrzymać na kilka fotek 😉

Po zjechaniu z Andøyi mamy przed sobą 113 km do mostu Raftsund, przez który wjedziemy na Lofoty. Most sam w sobie robi wrażenie, więc zjeżdżamy w boczną drogę, by zobaczyć go w całej okazałości.

Tymczasem temperatura szybko rośnie – osiąga zapowiadane 24 stopnie, a po chwili dobija nawet do 29 stopni. Po ostatnich dniach to dla nas prawdziwy szok termiczny! Szybko pozbywamy się nadmiarowych warstw ubrań.

Na Lofotach pierwszym punktem widokowym, do którego docieramy, jest Austnesfjorden, znajdujący się na terenie rezerwatu przyrody. Drewniane kładki i schody prowadzą na szczyt cypla Austneset, skąd roztacza się piękny widok na zatokę Sildpollen oraz położoną na przeciwległym cyplu kaplicę Sildpollneset.

Kolejny przystanek to katedra Lofotów, czyli Vågan Church. To żółty, drewniany kościół zbudowany w stylu krzyża w 1898 roku. Może pomieścić około 1200 osób, co czyni go największym drewnianym budynkiem w północnej Norwegii. Stąd jego przydomek – katedra Lofotów. Wstęp do środka kosztuje 50 koron.

Po zwiedzeniu świątyni planowaliśmy pojechać do rybackiej wioski Henningsvær, ale na niebie zaczynają zbierać się bardzo ciemne chmury, a radar pogodowy zapowiada duży opad deszczu. Decydujemy się najpierw znaleźć nocleg, aby uniknąć sytuacji z poprzedniego dnia.

Niestety, okazuje się, że Rystad Lofoten Camping, który mieliśmy na oku, nie oferuje hytek 🙁

Próbujemy szczęścia na Lofoten Bobilcamping, ale tutaj również ich nie ma. Obydwa kempingi są wyraźnie nastawione głównie na kampery. Jedziemy dalej w kierunku Henningsvær i sprawdzamy ceny noclegów w napotkanym hotelu, ale koszt jest absurdalnie wysoki. Zmęczenie i frustracja narastają – po raz kolejny okazuje się, że znalezienie hytty w Norwegii nie jest już tak łatwe, jak podczas naszej poprzedniej wizyty dziewięć lat temu. Trudno powiedzieć, czy to kwestia ogólnej zmiany charakteru kempingów, czy specyfiki północnej Norwegii.

Nie mając wyboru, wracamy na ostatni kemping i rozstawiamy namiot. Niebo wygląda coraz gorzej, a prognozy na jutro są wręcz dramatyczne. Szybko rozpakowujemy skutiego i jedziemy jeszcze do Henningsvær.

Na miejscu mamy problem z zaparkowaniem – wszędzie obowiązuje płatna strefa, a specjalnego parkingu dla motocykli brak. W końcu zostawiamy skutiego przy boisku piłkarskim, które samo w sobie jest ciekawostką. To dość abstrakcyjny widok – pełnowymiarowe boisko w wiosce położonej na kilku małych wysepkach 😉

Henningsvær ma zdecydowanie więcej dawnych drewnianych domów niż Tromsø. Szczególnie te położone w pobliżu portu wyglądają uroczo, otoczone wodą i górami. Zapewne w promieniach słońca prezentowałyby się jeszcze lepiej, ale nie było nam dane tego zobaczyć…

Sobota (29.06) – 0 km

Załamanie pogody 🙁

Niestety, prognozy na dzisiaj się sprawdziły – od rana do wieczora pada deszcz, raz słabiej, raz mocniej. Decydujemy się przeczekać ten dzień na kempingu, licząc na poprawę pogody jutro.

Na szczęście kemping ma całkiem dobre zaplecze sanitarne, a w kuchni i jadalni znajdują się duże, wygodne kanapy, na których spędzamy większość dnia.

Niedziela (30.06) – 0 km

Awaria skutiego 🙁

Prawie całą noc padał deszcz i wiał silny wiatr. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy nie odlecimy razem z namiotem… Rano nadal jest pochmurno i bardzo wietrznie, ale przynajmniej deszcz ustał. Telefon pokazuje 10°C, ale odczuwalna temperatura to zaledwie 6°C… brr!

Pakujemy się i przygotowujemy do drogi. Prawie wszystko gotowe, więc chcę podjechać skutim pod przyczepkę i tu zaczynają się problemy. Skuti nie chce odpalić. Rozrusznik kręci, ale silnik zagadać nie chce 🙁 Ponieważ to automat, nie da się go odpalić „z pychu”. Pozostaje tylko jedno – dzwonimy po assistance.

Po jakiś trzech godzinach przyjeżdża laweta. Mechanik podejrzewa awarię akumulatora, ale podłączenie zewnętrznego zasilania nic nie daje – skuti nadal nie odpala. Na domiar złego, dziś jest niedziela, więc o jakimkolwiek serwisie nie ma mowy.

Z tego co mówi „laweciarz”, to mamy do wyboru serwis w Harstad, gdzie nie wiadomo czy będą chcieli robić BMW albo ASO BMW w Bodø. Do jednego i drugiego serwisu jest kilka godzin jazdy.

Finalnie umawiamy się, że wróci do nas jutro i zadzwonimy do bliższym serwisem, żeby upewnić się, że nas przyjmą.

Nie mając wyboru, rozbijamy namiot na nowo i czekamy do jutra. Na szczęście pogoda się poprawia – wychodzi słońce, więc postanawiamy pospacerować po okolicy.

Z zapasami jedzenia nie mamy problemu, ale skończyło nam się pieczywo. Niestety, na miejscu nie ma gdzie go kupić. Na szczęście ratują nas inni Polacy z sąsiedniego namiotu, którzy dzielą się z nami swoim chlebem. Dzięki, rodacy! 🙂

Zapraszam do trzeciej części Norwegii 2024

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *